sobota, 27 sierpnia 2011

dłonie to, wbrew pozorom, najintymniejsza ze stref na ciele człowieka. mimo że chwytamy i dotykamy nią setki przedmiotów dziennie, podajemy ją sobie na przywitanie i żeby udzielić pomocy, to najtrudniej przychodzi nam trzymanie się za ręce. wahamy się, wstydzimy, krępujemy...
dlaczego?
dlatego że trzymanie za ręce świadczy o oddaniu, przywiązaniu, bliskości. splecione potrafią dać więcej radości, niż pocałunek, który w dzisiejszych czasach niekiedy już nic nie znaczy. chwila, gdy dwie dłonie się spotykają jest jednym z najintensywniejszych doznań.

rozczula mnie, gdy widzę, jak czyjaś dłoń się waha. delikatnie się unosi, przybliża i wyczekująco spogląda na moją dłoń. jeśli nie zareaguję odpowiednio szybko, dłoń się wycofuje. wyobrażam sobie, że się smuci i czuje się pusto, samotnie. to wszystko trwa kilka sekund, ale, na szczęście, nie jest jednorazowe. prób bywa wiele. jednak, gdy to widzę, moje ręce stają się ciężkie, a w brzuchu budzi się setka motyli, które skutecznie uniemożliwiają mi jakikolwiek ruch. wtedy marzę, żeby tamta dłoń się odważyła choć dotknąć mojej. a gdy dotyka, reaguję. wplatam w nią palce i nie puszczam, dopóki ona tego nie zechce.

intensywny i zmysłowy taniec dłoni. palce przestają być tylko ciałem, stają się czymś więcej, rzeczą niematerialną, czułą, troskliwą, dobrą. jak wyspa na oceanie samotności.

Brak komentarzy: