jesień wyrosła we mnie drzewkiem obojętności, proszę pana.
trzy miesiące, to było wystarczająco dużo czasu, żeby moja świadomość przyjęła jego nasionko, zaakceptowała je i pozwoliła mu zakiełkować. (tym bardziej, że się pan nie spisał, mój drogi niezdecydowany, i nie dopilnował.)
nasionko z początku było maleńkie, niezauważalne. jednak z biegiem czasu wsiąkało coraz głębiej we mnie, rozrastało się i mościło sobie miejsce, wśród płodnej ziemi mojego zamyślenia i oczekiwania.
(gdyby w porę pan to zauważył, mój drogi nierozważny, zdążyłby pan wykarczować młode pędy.)
ale już jest za późno, bo korzenie stały się silne.
niedługo drzewo się rozrośnie. moje drzewo obojętności.
(a wtedy zniknie pan całkowicie, mój drogi nieistotny, zupełnie jakby nigdy pana nie było.)
niestety, nigdy nie będzie pan tak silnym wiatrem i burzą, aby połamać jego gałęzie.
a i tak wątpię, że chciałby pan spróbować tego zabiegu, gdyż jest bardzo czasochłonny, a pan nigdy nie ma czasu.
pomyliłam się co do pana, mój drogi nieokreślony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz