piątek, 27 stycznia 2012

ciemnowłose myśli gnają autostradą, a na olimpie pijani usnęli bogowie. i śnią.
a we śnie tańczą dookoła bladego czoła, jak usta. (tylko dlatego i po to, bo czemu i po co to komu.)
     w zielonej sukience, przemawia przeze mnie, dusza. tryska oczami na szarość ulicy.
opium w herbacie nie każe mi śpiewać.
no to nie śpiewam.
(jako sen pijanych bogów olimpijskich muszę być posłuszna, jak królik z kapelusza, bo sztuczka nie wyjdzie.)

gdyby tak można było bez strachu się zatracić, rozerwać na części, rozdać po świecie (co by nie mówić - dłoń do dłoni), a przy tym wciąż słyszeć to wielkie: 'halo, grawitacja'
i mieć się nadal na własność, na potęgę, na amen w pacierzu.
bo stopa na księżycu, bo baba w windzie, bo bóg za piecem. (tak, tak, proszę pana, egoistyczna ogarnęła mnie wybredność. zechce pan zrozumieć, takie mamy czasy.)

tam asfalt błyszczy cierpko, jak deszcz w słońcu, jak gwiazdy w oczach, jak miód pod językiem.
a my tak półgębkiem otwarci, że wciąż zbyt nam ciasno, by napełnić brzuchy.
szkoda to wielka, gdyż, jak to mówią, miód jest dobry na wszystko.

i nagle na imię mi 'motyl', mieszkam w przeponie. łaskoczę i wkurzam, że aż chce się kichać.
no to kichasz.
(echo wariuje z nadmiaru dźwięków do usłyszenia, do powtórzenia i do niczego.)
ale, ale... na czym to stanęło? ach tak, a psik!
i znowu hyc! we włosy. bo muszę dookoła głowy, jako zmartwienie lub dobry sen być tak nieziemsko ziemska, jak ironia
i elastyczna, jak kłamstwo na dobranoc.


[nawias w nawiasie lub wykrzyknik po kropce. kilka zdań wyrwanych z jakiegoś kontekstu
a ty będziesz myślał i myślał...]

Brak komentarzy: