hiperbole urastają do rangi sukcesu, kiedy w myślach panuje taki bałagan.
(i czyja to niby wina.)
ślepe diabły i głuche anioły zabawiają się nad moją głową. uprawiają miłość, jak jabłonie w rajskim
ogrodzie, z rozmachem.
taka zabawa w ogrodnika na skrzypiącym łóżku. (na samą myśl zaparowały mi okulary!)
pękają podwiązki i trzaskają staniki, a oni wiją się bezwstydnie. czysta perwersja. - bo nic nie sprawia
im takiej przyjemności, jak bielizna wyrzucana przez okno!
tymczasem dziewczynka (jakaś tam 'ona') wymyka się ukradkiem z przyjęcia. idąc, kołysze biodrami,
jak fale w morzu. siedzący przy barze chłoptaś (jakiś tam 'on') odprowadza ją wzrokiem do wyjścia.
w myślach liczy wszystkie przypływy i odpływy jej ciała.
może nawet by ją zawołał, lecz to na próżno, ona się już nie odwróci. (chwyciła za klamkę, gotowa uciekać.)
więc siedzi potulnie, patrząc, jak odchodzi.
za chwilę wypije jeszcze ze dwie szklaneczki whisky i pójdzie na parkiet. (dopóki noc młoda!)
uwiedzie którąś z kobiet o czerwonych ustach, uczyni to po mistrzowsku.
bo morze przepłynęło mu koło nosa - zadziornie pieniąc się i szumiąc.
a to wszystko dlatego że w zielonych butach było jej niewygodnie. okropnie uwierały, kalecząc przy tym stopy.
gdyby dał jej czerwone! ach, albo chociaż niebieskie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz