środa, 4 stycznia 2012

a może zamieńmy się rolami? usiądź przy oknie na oścież zamkniętym i pij zapach herbaty, jak na złość, różanej. słodzonej, nie miodem, lecz solą kamienną.
ja wyskoczę przez drzwi otwarte, jak kamień, wprost na ulicę (gdzie indziej). bo tam pachnie migdałami. 
i nierozkwitłe kasztany szumią wiosennie w środku zimy.

na ulicy u, w mieście m, przy sklepie s, gdzie nie przyszłam nigdy i nigdy nie przyjdę, będę nieczekać tak długo, jak nietrzeba. nieusiądę na skwerku który nieistnieje i niewypalę papierosa. i tak do końca świata, który się nie kończy.

(mam klucz, który nie otwiera żadnych drzwi. jest nieprzydatny do granic bezwstydu.  ale za to piękny, jak kwiat, który nie pachnie. noszę go w oczach, w które strach spojrzeć.)

księżyc zatoczył koło, ziemia się obróciła, melodia ucichła (choć fale jej dźwięku niosą się nadal)
niesłyszę tak bardzo, że pękają mi uszy. i tak bardzo mnie nie ma, że aż strach pomyśleć.

Brak komentarzy: