rozpuściła złoto-rude, kręcone włosy. zielonymi oczami spojrzała w lustro.
stała naga. krucha, kruchsza od porcelany. uśmiechnięta (różowymi ustami) jak dziecko. niewinnie i słodko.
przyjrzała się bacznie swojemu odbiciu.
długa, gładka szyja, oddziela głowę od reszty ciała.
- neutralny teren. - pomyślała.
na ramiona opadły pojedyncze loki. łaskotały jej skórę. przyjemnie.
wzrok zatrzymała na piersiach. dwa małe pagórki, jeden odrobinę większy od drugiego. pośrodku każdego
różowił się punkt, zadziornie skupiając na sobie uwagę. z lewej strony odznaczała się maleńka, brązowa plamka. pieprzyk. lubi go.
- ależ one są zabawne. - pomyślała.
wyraźnie zaznaczona talia, symetryczne wcięcie, spływa na biodra. okrągłe i pełne. wcale nie za duże,
o ładnym opływowym kształcie. sylwetka podobna do klepsydry.
niżej wyrastają nogi. nie są długie do szyi, ale od bioder po samą podłogę. i więcej nie trzeba. niegrube, jednak (aż chce się powiedzieć) jest za co złapać.
- ładnie. - pomyślała.
pogłaskała brzuch chłodną dłonią. ciało zareagowało dreszczem. włoski na karku się zjeżyły, sutki napęczniały, oddech przyspieszył. przygryzła wargę.
- tak. - pomyślała. - rubens byłby zachwycony.
piękno kobiecego ciała ją zadziwiło. nigdy nie patrzała na siebie w ten sposób.
blada skóra, wilgotna po kąpieli, gładka i elastyczna, zdawała się krzyczeć, że tryska młodością. kilka
brązowych plamek układało się w gwiazdozbiory.
- jak mapa nieba. - pomyślała.
oblała się rumieńcem i przymknęła oczy.
jeszcze przez krótką chwilę przyglądała się sobie, jak komuś obcemu, z zainteresowaniem.
i, zawstydzona, sięgnęła po ręcznik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz