i tak nagle dorośliśmy, mój drogi. tak z dnia na dzień, ot tak sobie, jakby we śnie, jakby przez jedną noc i krócej. wczoraj jest dla nas tak bardzo odległe... a ja pamiętam je dokładnie, choć nieco udziwnione. bo dziś jest normalność, codzienność i zero w nas filantropii, ani krzty polotu, nawet kropli kiczu. na nieścisły rozum rzecz wziąć trzeba i chwilę zadumać nad pękniętym niebem, z którego lekko spada śnieg. (jakby anioły sypały sól z wielkich solniczek wprost na nasze głowy.)
dzisiejszego wieczora wymieszały się epoki. oczywiście, nikt tego nie dostrzegł. nikt, oprócz mnie i ciebie, choć jesteśmy od siebie dalej, niż kilka sal lekcyjnych i schody.
epoka romantyzmu wtargnęła w XXI wiek lekko i bez hałasu. i teraz dopiero widzę, jak pięknie świecą latarnie po zmroku.
- "stalówka, kałamarz, list i płomień świec". poznań.
- 22:40, -6°C, van morrison i brudne okulary. kalisz.
panie listonoszu, proszę się pospieszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz