niedziela, 19 lutego 2012

spodnie z wyprzedaży

kupiłam o kilka rozmiarów za duże, spadały mi i ciężko było chodzić. musiałam ostrożnie stąpać, jak najmniej się ruszać. zazwyczaj zakładałam je tylko i siadałam na krześle. nie były idealne, jednak podobał mi się materiał i kolor, dlatego je nosiłam.
z czasem urosłam. spodnie zaczęły pasować, wyglądałam w nich świetnie i tak się czułam. mogłam w nich skakać, biegać i tańczyć, a one pozostawały na swoim miejscu. "jak na mnie szyte". tak, byłam szczęśliwa.
teraz spodnie są już za ciasne. i kolor wyblakł. a na kolanie zrobiła się dziura. przymierzam je czasami. i za każdym razem z tym samym błyskiem w oku po nie sięgam. niestety, ledwo się dopinam, muszę bardzo wciągać brzuch i wtedy czuję się fatalnie.

(może dałoby się je przerobić? powiększyć? zeszyć?)

oglądam zdjęcia, na których miałam je na sobie. wtedy myślałam: "nic nam nie grozi!". dzisiaj zastanawiam się, czy to cokolwiek jeszcze znaczy.

Brak komentarzy: