cisza cię otoczyła. ciasno, ciaśniej... i, ups! chyba cię zjadła, laleczko.
ale szumi krew w żyłach nadal i życie wciąż tak bardzo nierealne. (jest i nadzieja)
według statystyk, dzisiaj umarł człowiek. dwoje ludzi. troje. stu. na ich miejsce przyszli inni, całkiem nowi. świeżutcy, jak chleb z chrupiącą skórką z piekarni na rogu. aż ślinka cieknie. łykają łapczywie powietrze. otóż w nim cała ich radość istnienia. innej jeszcze nie poznali. ale poznają, spokojnie.
- tylko się nie udław, dziecko! uważaj na spaliny. - am, am, am, pycha.
w gazecie pisali, że wojna się skończyła. trwała od - do. i ani dnia dłużej. tłumy wyszły na ulice, salutują.
zakochani się całują. on ją zgiął w pół. chryste panie, zaraz ją zje! szczęściara.
pół godziny po jutrze, za miesiąc od przed-przed-przedwczoraj, trzy kwadranse po dzienniku - porozjeżdżają się czołgi po świecie, jakby nigdy nie było tu żadnego. (gloria, panowie! no to po malutkim)
oj, a mamusia płacze, bo męża nie było trzy lata, a jego syn ma ledwo pół roku. i oczy sąsiada. (a-to-ciekawe)
i będzie kiedyś tam jakieś -tatusiu, tatusiu, napraw rowerek. bo wiosna i ciepło, i ptaszki śpiewają!
och, tatusiu, tatusiu... -- a on udaje, że nie widzi, bo kocha dziwkę. tatuś tysiąclecia, psia jego mać.
mam wrażenie, że rzeczywistość nie dotyka mnie ani jednym swoim palcem.
krzyczę w stronę zegara - a pewnie! uciekaj, czasie! no już cię nie ma! co mi po tobie! wcale cię nie chcę! (a on, skubany, usłuchał i spieprza. cham)
żyję teraz, czy nie żyję. żyję. nie żyję. żyję... - po co wyliczasz, dziewczyno. no przecież wszyscy widzą, jak bije ci serce. nawet baba, co stoi w sklepie za ladą.
performance. dzieje się. się dzieje. dzieje.
(remonty dróg. renowacja budynków. oczyszczanie rzek)
pada. deszcz pada. jak boga kocham, pada. a idioci uciekają. bo ich zmoczy. (ha, ha, ha!)
a ja nie. ja się nie boję kwaśnego deszczu. bo mam parasol. zielony, jak jego oko.
skończył się sen o zimie. na murze ktoś wywiesił ogłoszenie, że okna na święta pomyje, za pięć złotych od jednego. nie dziękuję.
o, a tam buciki sobie tańczą. same, bo nogi im uciekły. czerwone, błyszczące, na szpilce. (jakże one piękne!)
a nuty spadają, spadają. leżą. umierają. ożywają. podskakują... muzycy wstrzymali oddech.
och, jaka to szkoda, że nie umiem tańczyć.
mam za to dość kropek, by przystroić suknię.
i pocałunek na dobranoc. jeden, dwa, pół miliona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz