wtorek, 20 marca 2012

jeszcze wiosna nie nadeszła w całej swej okazałości, a nam jest tak spieszno, by już skosić trawę. (chociaż nie urosła.)
gąsienica otuliła się kokonem i śpi. jak już wyśni, to się zbudzi. ach, i piękny narodzi się motyl.
o okazałych, wielobarwnych skrzydłach, jak obrazy picasso; silnych, że poniosą i mnie, i ciebie (nas), gdzie tylko nam się zachce.
a ja chcę na kres świata bylejakiego, byleniebożego, bylenieznanego!

i potem wdzięcznie rozśpiewani, bogaci w młodość, jak kufel piwa - co to orzeźwia lub upija duszę.
tych dwoje szaleńców, żartobliwych całkiem bez cenzury. aleją dodiabłaidźznazwą, o milionie zaułków, tysiącu budynków, setkach kwiaciarni i knajp, gdzie pije się wino i próbuje tańczyć.
a z nieba spada muzyka na nich, jak słońce.
(mam piegi w kształcie nut, na szyi wisi klucz wiolinowy, pod pachą smyczek, w ręku szampana. ty z harmonijką w kieszeni, z papierosem w ustach, piosenką pod nosem i zasadami w tyłku.)
śmiejąc się głośno, jednonożni szaleńcy. razem dwie nogi, więc już cały człowiek. a to wystarczy, by nawet pobiegać.
i nic się nie zmieni, bo lubię twój zapach.

może, gdyby smaki nazwać kolorami, bylibyśmy jak wściekła czerwień i chabrowy błękit.
(to daje fiolet) a ty smakujesz mi, jak sok jagodowy.

Brak komentarzy: