niedziela, 29 kwietnia 2012

dziwka w butach ubrudzonych błotem i śmierdząca tanimi perfumami, idąc, stąpa ciężko jak motyl. latarnie oświetlają zbyt mocno zaróżowione policzki i krzywą kreskę na obu powiekach. wyraźnie odznacza się siniak na lewym udzie. włosy ma sklejone od potu i spermy. rozmazana szminka i połamane paznokcie wskazują na to, że ta noc była wyjątkowo ciężka. nawet jak na nią.
w powietrzu śmierdzi gnijące człowieczeństwo.

przed chwilą wróciła od klienta, zaraz pojawi się inny. zielona toyota z zabawnym napisem nad rejestracją. zawsze przyjeżdża we wtorki, blisko wpół do pierwszej w nocy. częstuje ją papierosem i wpycha na siłę paluchy do obolałej pochwy. mężczyzna ma na oko czterdzieści - coś lat, gęstą brodę i obrączkę na serdecznym palcu. za każdym razem zamawia to samo i szybko dochodzi. świntuszy i dyszy. wpija się w jej ciało palcami czarnymi od pracy. 
samochody omijają ją z piskiem. różne. ale nie pojawia się tan, na który czeka. zerka na zegarek, dziesięć minut po północy. jeszcze kilka minut.
"ostatni raz to robię" - myśli. i chce w to wierzyć.

musi dzisiaj zarobić dość dużo, by wystarczyło na wódkę dla męża alkoholika i mleko dla dziecka. jeśli się nie uda, jej ukochany znowu ją spierze, a dziecko umrze z głodu. nieciekawa perspektywa.
wyjęła lusterko z małej, plastikowej torebki, stanęła bliżej latarni i poprawiła makijaż. potem sięgnęła po małe, białe pudełeczko z wazeliną i wysmarowała się nią dokładnie na dole. oni to lubią. myślą, że jest podniecona i wilgotna. czują się mężczyznami, sądzą, że mogą podniecić dziwkę.

wreszcie się pojawia. 'hej, maleńka. wskakuj. wiem, na co masz ochotę.'
wsiada i chce jej się rzygać. nie patrzy mu w oczy, ani na usta. on wyciąga papierosy. ruskie, cuchnące. częstuje ją.
przedstawienie czas zacząć.
po wszystkim rzuca jej na kolana zmięte sto złotych i odjeżdża.
nareszcie.

w domu kobieta orientuje się, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy regularnie sprzedaje coś więcej, niż tylko ciało.
sprzedaje swoją godność.