wtorek, 24 kwietnia 2012

otóż, poza ciałem dusza się nie gniecie, miły. tak mówią. a ja uparcie składam z niej origami.
zawsze tylko śniąc, lepkimi palcami młodości, które kradną okruszki ciasta z matczynego talerza.
kiedyś próbowałam malować obrazy na płótnie nieba, przez okno autobusu, jadąc do niego.
ale chmury mnie uprzedziły.
wtedy byłam bliżej najodleglejszej chwili, niż teraz jestem.

jedno zdanie ktoś rozbił na siedem wersów z trzema przerzutniami.
a ja rzuciłam się w ogień nieumalowaną ścianą bez jednego okna. bo chciałam.
muzyka mnie rozbija i staję się śmiertelna.
umieram, jak dom z czerwonej cegły.

prognoza pogody: deszcz. ale znowu nie padało.
susza, że aż trudno uwierzyć.

kiedy światła gasną, siadam, jak nieboszczyk - nieruchoma
i oglądam sukienki, w których tańczą inne. a czy lepsze
na pewno dalsze.
wiem, ja jestem  za blisko.