sobota, 5 maja 2012

i nadejdzie blada noc bezksiężycowa, rozkosznie wulgarna (jak na owe czasy).
po cichu, przerywanym oddechem, drżeniem ciała, szumem liści w bezwietrznym powietrzu (paradoksalnie).
potem skąpani w żałobie, bo o poranku łza otuli powieki zbyt młode, by zmęczenie dało radość, (w taką noc słońca się nie czeka) myślami zabrudzonymi, palcem po zaparowanej duszy, napiszemy scenariusz nocy nieprzespanej - tak lekkiej, jak gwiazda, co się wypala.
(bo dzień nadchodzi zawsze nie w porę).
za młodzi, by cierpieć na grzech niewyspania, wybudujemy wielkie mosty nad miłosną rzeką (nie jeden, lecz dwa, trzy, pół miliona), co nie wysycha, a księżyc ją napędza, burzy, goni...
(anielski triumf nad dziełem stworzenia).
dusza dziecka będzie śmiertelna, jak roślina, a bóg o czarnej skórze, schowa się w piecu i spłonie!
pragnąc wszystkimi zmysłami, rozkwitnę drzewem oliwnym w rajskim ogrodzie, dziś bardziej podobna do węża, niż jakiejkolwiek ewy.
nie poznam wstydu w ciemnościach.