sobota, 2 czerwca 2012

wiele jeszcze chmur przepłynie po niebie, zanim nauczymy się dostrzegać błękit.
a czerwień kochamy o świcie (tak skąpie, jak krawcowa, która kroi materiał na bieliznę ślubną)
bo to niby dziś pastele są modne. jednak, wybacz, miły - barwy nasycone ukazują więcej niepokory.
(przecież, to oczywiste, że nie wiatr porusza liśćmi, jak mu się podoba, ale liście tańczą, bo mają ochotę!)

zaszczyt to, w koronkowej odsłonie, zachwycać, kiedy dłonie tak chętnie wplątują się we włosy.
aż omdlewają boginie - na samą myśl o owej zmysłowości.

(otóż niechytry i nieskąpy jest ten świat
- jeśli idzie o zawroty głowy.)

utopić się i skonać w rzece, w której woda ciepła
a ryby wesołe, póki nam się chce
póki wino nieprzelane
póki w żyłach
póki w oczach
póki w gardle

póki czas.

póki młodość i wiara, że jutro i za rok
i za milion lat
i miliard lat,
a nawet dzień po wybuchu, który kończyć ma ziemię
wciąż ta sama młodość
niezniszczona prozą.