Są psy i psy. Ja byłem psem wybranym.
[...]
Dla mnie były uśmieszki
/ z kiepsko skrywaną zazdrością.
/ Bo tylko ja miałem prawo
/ witać go w lotnych podskokach,
/ tylko ja żegnać-zębami ciągnąć za spodnie. [...]
Miałem też obowiązki: czekanie, ufanie.
/ Bo zjawiał się na krótko i na długo znikał.
/ Co go zatrzymywało tam, w dolinach, nie wiem.
[...]
Jest los i los. Mój raptem się odmienił.
/ Nastała któraś wiosna, / a jego przy mnie nie było.
[...]
Ktoś zerwał mi obrożę nabijaną srebrem.
/ Ktoś kopnął moją miskę od kilku dni pustą.
/ A potem ktoś ostatni, zanim ruszył w drogę,
/ wychylił się z szoferki
/ i strzelił do mnie dwa razy.
Nawet nie umiał trafić, gdzie należy,
/ bo umierałem jeszcze długo i boleśnie
/ w brzęku rozzuchwalonych much.
/ Ja, pies mojego pana.
Monolog psa zaplątanego w dzieje, Wisława Szymborska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz