środa, 18 lipca 2012

Są psy i psy. Ja byłem psem wybranym. [...]

Dla mnie były uśmieszki / z kiepsko skrywaną zazdrością. / Bo tylko ja miałem prawo / witać go w lotnych podskokach, / tylko ja żegnać-zębami ciągnąć za spodnie. [...]


Miałem też obowiązki: czekanie, ufanie. / Bo zjawiał się na krótko i na długo znikał. / Co go zatrzymywało tam, w dolinach, nie wiem. [...]


Jest los i los. Mój raptem się odmienił. / Nastała któraś wiosna, / a jego przy mnie nie było. [...]


Ktoś zerwał mi obrożę nabijaną srebrem. / Ktoś kopnął moją miskę od kilku dni pustą. / A potem ktoś ostatni, zanim ruszył w drogę, / wychylił się z szoferki / i strzelił do mnie dwa razy.

Nawet nie umiał trafić, gdzie należy, / bo umierałem jeszcze długo i boleśnie / w brzęku rozzuchwalonych much. / Ja, pies mojego pana.


Monolog psa zaplątanego w dzieje, Wisława Szymborska

Brak komentarzy: