z nami jedna z ostatnich czerwcowych nocy. niewiele już ich nam zostało w tym roku. to nic, bo wszystkie osobno. jak były, tak będą.
czy coś cię omija, kochanie? a może mnie omija, jedyny?
kto pytania zadał - nie wiem. chyba ta dawna, styczniowa. ubiegłoroczna. i dalej.
naraz ja wyobrażam sobie kolorową parasolkę wirującą wokół mojej głowy. chroniącą mnie od ściany deszczu. osłaniającą od ulewy słońca. namacalną, lekką, radosną. tak, pamiętam.
zamykam oczy. zmęczone. oczy, które widziały wiele. oczy, które zachowały obrazy. oczy, które płakały - w żalu, smutku, tęsknocie, chorobie.
nie umiem utulić powiek do snu. znów te błyski.
a gdyby tak...? czarno-biały film.
scena dwudziesta siódma, ujęcie czternaste.
bohaterka siedzi na mahoniowej podłodze w białym, pustym pokoju. bez okna. bez drzwi.
nie pytajcie, nie wiem, jak tam weszła. może była w nim od zawsze.
nogi ma zgięte w kolanach, ułożone, jak ogon syreny. po jej lewej stronie stoi zapalona lampka. zwyczajna. pewnie jakaś ikea za dwadzieścia pięć złotych.
ujęcie obejmuje cały pokój. zbliżenie. zbliżenie na jej dłonie gaszące światło.
kamera powoli przesuwa się na jej nogi, brzuch, piersi, ramiona, szyję, twarz.
smutny uśmiech.
|oddalenie.
ściemnienie ekranu.
muzyka.
napisy końcowe.
dobranoc.
w kinie włączają się światła, ludzie wstają, znudzeni.
|dla nich barwny świat, dla naszej bohaterki szare sny.
nie wiem, gdzie jestem. znów nie wiem, co się dzieje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz