jestem psem. tyle, że chodzę na dwóch nogach.
zimnym nosem wwąchuję się w przestrzeń.
szukam właściciela, głaszczącej włosy dłoni.
tej jednej.
wiem, obroży mi nie dano, bez smyczy, bez numerka.
bezpański psiak - odrapuję łapą betonowe mury.
i czekam.
jem, co komu spadnie.
popijam z kałuży.
reaguję na gwizdy i szumy ulic - pustych i pełnych.
w gotowości by ślinic się i skakać na upatrzoną już nogę.
tak, w przerażeniu warczę, szczekam - i wygląda to groźnie.
ale przysięgam! to tamten kot zaczął, nie chciałam go ugryźć!
pogonić jedynie, przestraszyć, by uciekł...
teraz przed hyclem się chowam, bo do schroniska chce zabrać.
a ja się nie nadaję.
boję się, skomlę.
czekajcie! czekajcie!
bo może się tu zjawi. może przygarnie.
może da mi smycz, numerk, obroże.
własny kąt przy grzejniku i blaszaną miskę.
i to będzie tamten właśnie, on tylko,
ten sam
ze znajomym zapachem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz