sobota, 11 czerwca 2011

pomocy.

nie umiem tego wyjaśnić. staram się o tym nie myśleć. ale to wraca.
i nagle zapanował bałagan. ogromny chaos.
coś dziwnego.
dłoń, spojrzenie. to żyje.
i muzyka. muzyka gra w moim ciele. głośno. mocno.

papieros. dym. wdech. głęboko. może chociaż płuca się uspokoją.
myśli mi zwariowały.
opanuję je. muszę. chcę.
nie można odwracać się od rzeczywistości.
nigdy więcej. nigdy. nigdy. nigdy.

chcę spać. chcę to przespać.
jeden dzień, dwa. trzy.
ile tylko potrzeba.

i będę milczeć, dopóki myśli się nie wyciszą.
dopóki nie ucichnie głos.
dopóki nie wyparuje zapach.
dopóki wspomnienie nie wygaśnie, jak ognisko.

a jeśli czekanie nie wystarczy pójdę po wodę do stawu.
napełnię kilka butelek po piwie.
będę gasić ogień, dopóki dym się nie ulotni.

nie wywrócę się. nie spadnę z góry.
nie zrezygnuję. nie wystraszę. nie ustąpię.

potem będę znów wolna. szczęśliwa. spokojna.
dokładnie tak, jak mówiła zuzia.

Brak komentarzy: