czwartek, 7 lipca 2011

żaba.

moje niepoukładane życie też jest bajką. rzecz jasna, nie opowiada się takich bajek dzieciom na dobranoc. mogłyby mieć koszmary.
znałam wielu dzielnych rycerzy, jakiegoś tam księcia, a nawet króla, ale oni należeli od zawsze do innej księżniczki. chodzi o przeznaczenie, czy coś w tym rodzaju. nie wiem. najważniejsze jest to, że nie mnie szukali, ani ja nie szukałam ich.
jestem księżniczką, to pewne. ale już nie chcę księcia. dziwne, co? dorosłam.
po co mi romantyczny książę? nie potrzebuję wierszy o miłości i pieśni na moją cześć. jak długo można słuchać nienaturalnych westchnień i zachwytów? i serio, wątpię, żeby biały koń, czy szabelka u boku dodały mu męskości, a mi dały poczucie bezpieczeństwa.  nie chcę zamku. za dużo miałabym sprzątania. nie chcę smoka, który by mnie strzegł. sama umiem się obronić. karate nie znam, ale gryźć potrafię. mocno.
wystarczy mi zwykła żaba. grunt, żeby była moja i żeby dbała.
zaakceptuję staw, w którym żyje. i muchy, które zjada (dla mnie nawet lepiej, bo ja boję się much).

w bajkach z XXI wieku zakończenia rzadko są szczęśliwe.
niestety, dzisiaj wszystko jest autentyczne i aż nazbyt prawdziwe.
ale jedno wiem, moja żaba gdzieś tam jest i tylko czeka, żebym ją znalazła.

Brak komentarzy: