w grudniowym lesie tańczą fauny. wyglądają groteskowo, nie sposób oderwać wzroku. frywolne i dzikie do granic możliwości, śmieją się szaleńczo.
śnię sen wariata.
stoję nieruchomo pośrodku ich występu. nie mogę się nadziwić, jak skomplikowane jest życie.
ślepe kruki uwiły czarne gniazda na spróchniałych gałęziach drzew. teraz, zadowolone z siebie, mocno machają skrzydłami.
śnię sen wariata.
chłonę bezśnieżny krajobraz zimowy. lodowata ziemia trzyma mnie za kostki.
śnię sen wariata.
wiatr przygrywa na smyczkach. fauny wciąż tańczą, nie czując zmęczenia. są zachwycone nieprawdą swojego bytu.
bez polotu i bez sensu.
śnię sen wariata.
niedługo spadnie śnieg. przykryje myśli, zaprószy oczy, zatka usta. wtedy uwierzysz w muzykę.
zatańczysz wśród drzew, tak jak fauny. (one natomiast na twój widok speszą się i uciekną.)
śnię sen wariata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz