czwartek, 14 lutego 2013

mogłabym się rozpisywać na temat pisania; płodzić rozdziały o rozdziałach, wstępy do wstępów, przedmowy przedmów.
cały akapit o akapicie. zdanie o zdaniu. słowa o słowach.
metatekst.

jednakże milczę o milczeniu w stu różnych językach. i pragnę pragnień: dłoni dla dłoni, ust dla ust, ciała dla ciała.

w tym czasie proza ukryła gdzieś prozę. wiersz schował się w wierszu. muzyka w muzyce. dotyk w dotyku. zapach w zapachu (pachnącym pachnąco).

zauważ proszę,świta już świtanie - tak nagłą nagłością. a ja wciąż bezwstydna w bezwstydzie, niezaspokojona w niezaposkojeniu.
siedzę siedząc i/lub jestem będąc - w kuchni, która jest kuchnią. pisząc słowa, które są słowami, oddycham oddechem. nieracjonalnie myślę o nieracjonalnym myśleniu.
o mężczyźnie, który jest mężczyzną. i o kobiecie, która (wedle zwyczaju) jest (aż) kobietą.
w dniu, który jest dniem i nadszedł po nocy, która nocą była.

i tak sobie lekkomyślnie omdlewam omdlewając na myśl o myśli, która (jeszcze) jest myślą.
przepraszam pana, nic na to nie poradzę, że poradzić  nie mogę. bo czuję czuciem - ludzka, jak człowiek - potrzebuję potrzebą...
znów czekam czekaniem!

zdaje się, że monotematyzuję monotematyczność w sposób arogancko arogancki.

ale nie przytaknę przytakując, mimo że tak bardzo bardzieję. prędzej odmówię odmową - asertywną asertywnością - by godzinę później, która okaże się tylko godziną, żałować żalem.
by pluć sobie w brodę, która jest brodą, jak to mam w zwyczajnym zwyczaju.

ostatnimi czasy (aż nazbyt) kolorowo widzę kolorowe kolory.
chyba zachorowałam na chorobę.

tautologia.

Brak komentarzy: